wtorek, 18 sierpnia 2009
zegnam sie z bloxem, witaj blogspocie :)))
Ciąg dalszy tutaj:

http://opsesyjna.blogspot.com/
12:23, wieczna-gosia
Link Komentarze (4) »
piątek, 14 sierpnia 2009
Lajcik
Ogladamy rodzinnie "lon Kate plus Eight"- nasz ulubiony ostatio serial. Wiadomosc ze sie rozwodza zlamała mi serce, na szczescie w Polsce są odcinki, w których uczucie kwitnie. Rozmawiamy sobie niezobowiazujaco dlaczego ja bym nie chciala szescioraczkow, a iluraczki bym chciala, tlukace dwulatki nas bardzo raduja, jak do tego dolozyc dwie ksiezniczki szesciolatki z fochem to jest szampansko.
Nagle ja mowie ze ogolnie 8 dzieci w kazdej konfiguracji to meczace zajecie.

Tak, odzywa sie Najstarsza z przekasem, za to piecioro dzieci to lajcik.
01:34, wieczna-gosia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 maja 2009
Kulminacja
w kosciele odpowiedalam na pytania typu:
dlaczego mamy pepowine?
dlaczego w kosciele jest krzyzyk?
seria pytan dotyczacych przybitej do krzyza osoby ( a dlaczego do krzyza, a dlaczego chcieli zabic a dlaczego przybili)
co to znaczy kleczec
po co ludzie wierza

Ksiadz na fali religijnej trzasnal kazanie na godzine. Poniewaz Najmlodszy byl grzeczny przez 23 minuty- byla to dla mnie ciezka proba. Uwazam, ze lazd chociazby do przedsionka (jesli oczywiscie on istnieje) powinnam miec zapewniony, szczegolnie ze operacja K czeka mnie jeszcze raz :))

Bohaterka zaniosla dary. lyknela oplatek, a z calej komunii podobal jej sie aparat.

Nie zmienil sie nam takze stan rowerow- mloda dostala jeden w piatek a jeden (komunijny w rozmiarze, wiec pewnie jakis przedsiebiorczy tatus, lub chrzesny) wyniesiono nam z komorki w sobote. Paranoja, przy supermarketopwych cenach 300 za rower myslalam ze fala kradzizy opadla tymczasem jest to drugi w ciagu dwoch lat jaki nam kradna- nie ruszaja oczywistych pordzewialych gratow i moze to jest klucz do sukcesu- obdrapac i zamalowac marke, powaznie to biore pod uwage :)
17:12, wieczna-gosia
Link Komentarze (5) »
piątek, 08 maja 2009
nadejdzie czas znów sie spotkamy
Idzie lato.

Gitara wyszla z kąta.

Na światło dzienne wyjrzały plecaki, i mapy. Na zasluzona emeryture odejdzie jeden plecak i namiot.

W tym roku uderzam na Pieniny- to juz w czerwcu. Z najmlodszym i wierna przyjaciolka. W tym roku tez mialo byc wybrzeze na rowerach- ale nie bedzie. Beda za to inne gory- calkiem po Bozemu- czyli z plecakami i w namiocie. Z pawlacza wypadkly zakurzone kartusze gazowe i maszynka juz naoliwiona. Czy to nie dziwne ze nadal produkuja do niej naboje? i nawet mozna lampke dokupic.

Żeglarki za tydzien beda mialy pierwsze zawody- zapewne z tej wlasnie okazji jedna poslizgnela sie w czasie WFu na lisciach i zbila lokiec a druga rozorala sobie leb na 6 szwow.

Z 2 tygodnie zas final operacji K- nie mam jeszcze knajpy. Nie mam czasu, nie mam wizji, to moja trzecia operacja K i mam dosc.

Ja zaczynam pisac raporty i testy- nie mam wizji refleksji czy przemyslen- i tylko te plecaki i mapy mnie trzymaja przy zyciu.

I ta gitara :)
13:14, wieczna-gosia
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
bywaja takie historie
Jak Juno.
Ogolnie od filmu o 16 latce w ciąży trzymałam się z dala, bo albo usuwa albo nie usuwa, malutkie raczeta, wszyscy sie ciesza happy end.

No, ale w koncu obejrzalam, posmialam sie, powzruszalam umiarkowanie. Nie wiem od czego zaczac moj zachwyt- od tego ze ona taka nornalna? Taka 16 letnia do bolu. I on tez taki sam. Ze cudnie ze to nie film o patologii tylko o normalniej dziewczynie z normalnego cieplego domu- chociaz rozbitego. I zachodzi w ciaze ot tak po prostu, nie dlatego ze puszczalska albo ze idiotka.

Bardzo mnie wzrusza sciezka dzwiekowa.

wszystko w tym filmie mnie wzrusza i koniecznie chcialam chociaz zaczac to pisac przed pojsciem spac.


Tak, tak- bo ja sie wzruszam :)
23:44, wieczna-gosia
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 13 kwietnia 2009
slodko gorzko
Myslalam, ze pojawi sie tu wpis pogodny i niedrazniacy, jako ze Wielkanoc zapowiadala sie milej od Bozego Narodzenia- ja w lepszej formie, ogarnieta w miare, dzieci tez w niezlych formach i foremkach, wiosla, kurczaczki i baranki. Poza tym z UK przyjechala chrzesnica in spe i dzisiaj juz jest chrzesnica de facto, rodzina zjechala sie szeroka fala. Co wiecej mielismy sie nie zmiescic na sniadaniu wielkanocnym z powodu najazdu rodziny, wiec ucieszylam sie szalenie gdyz sniadan wielkanocnych nie cierpie.

Najierw jednak okazalo sie ze na sniadaniu byc musimy. Oraz na obiedzie w Wielka Sobote, bo ani rusz. Zostalam zbesztana ze jak to my sie nie zmiescimy, skoro sie zmiescimy, nie zmiescic sie miala jedynie sukienka komunijna mlodej, ale tez sie zmiescila i w ogole wymyslam.

Ale nic to- chrzest byl fajny, ksiadz strawny, a ponadto realista gdyz w kazaniu sie zachwycal ze zamiast rodzice dzieci przyprowadzac do kosciola- to wlasnie owe dzieci sprawily ze wielu ludzi pojawilo sie w kosciele w Wielka Niedziele, i gdyby nie chrzest- nie mialoby to miejsca. Co fakt to fakt. Siostra starego ostatni raz byla w kosciele 20 lat temu. Jej maz Angol- ostatni raz byl w kosciele na swym osobistym chrzcie. Obiadek pyszny, w czasie obiadku zapraszanie na jutrzejszy obiadek. I tu zonk, gdyz okazalo sie ze Stefan zaprosil nas oraz corke z UK. Drugiej corki z warszawy nie zaprosil na zaden obiad przez cale swieta. Powiedziala ona cos na ten temat oczywiscie bo kobita ma ciety jezyk, a ponadto, jej siostra z UK mieszka u niej wlasnie. Powiedziala nie w tonie pretensjonalnym ze ojej tato, nie zaprosiles mnie ani na chwile, lecz raczej w tonie ojej do mnie tez siostra przyjechala, u was byla w sobote, niech do was przyjdzie wieczorkiem, a obied zje u mnie.

I tu Stefan najpierw zaczal sie dasac, corka Stefana nie w ciemie bita wiec sie zaczela stawiac, Stefan zaczal krzyczec, zona Stefana a moje osobista tesciowa rowniez, i zrobilo sie jak zwykle na rodzinnych obiadach. Stefan bowiem wlasne dzieci traktuje z wyjatkowa niesprawiedliwoscia. Z pierwsza zona mial dwie corki- pierwsza, ktora z powodow roznych przez conajmniej 5 lat w sumie trzymal we Wroclawiu u mamy, i druga- rzeczona siostre z UK. Z druga zona mial syna. O ile moj maz nosi w sobie oczywiscie poczucie ze nie jest genialna siostra z UK- moj maz jednoczesnie mial tez mame, dla ktorej jest najwazniejszy az za bardzo, i ktora mu niedostatki emocjonalne wynagrodzila w dwojnasob. Starsza Siostra niestety nie miala szczescia do mamy jako takiej, a u taty tez nie zaskarbila sobie wzgledow. I mimo ze stara jest baba- czasami jej wylazi. Stefan zas, jako czlek idealny- nie przyznal se nigdy ze wychowanie Starszej Siostry skrewil, nie przeprosil jej, wrecz przeciwnie kazda krytyke odbiera histerycznie. Teraz histerycznie doprowadzony do ostatecznosci- wyszedl. Na szczescie bylo w zasadzie po obiedzie :)

Wraz z genialna sistra z UK ustalilysmy ze owszem oboje przeginaja ale zasadniczo nasza sympatia jest po stronie Starszej Siostry i w zwiazku z tym spuszczamy Stefana na drzewo w dniu jutrzejszym. Ja spuszczam go niejako programowo gdyz w Wielki Poniedzialek zywie sie u mamuni, ale moglabym wpasc do Stefana wieczorkiem. Ale nie wpadne, gdyz nalezy mu nieco nisa dotrzec. Idealna Siostra z UK zadzwonila mu powiedziec o tym, ze nie wpadnie, aczkolwiek ustalilismy ze nie bedziemy mu tlumaczyc dlaczego nie wpadnie, bo Stefan od 20 lat raz w roku otrzymuje tlumaczenie w formie niemalze obrazkowej dlaczego jego najstarsza corka ma zal i skoro nie traktowal jej fajnie jako dziecko to teraz moglby chociaz poudawac ze ja lubi. Poniej ja oberwalam telefonem od tesciowej i lekkim szantazykiem o bolacym sercu, w zwiazku z tym kazalam podac sobie do telefonu jakas kumajaca rodzine i nakazalam podanie mentowalu, utluczenie tesciowej w lozku mlotkiem, a nastepnie odbylam dluga rozmowe z bratem Stefana. Brat Stefana w odroznienieu od Stefana jest osoba niezwykle kumajaca, wiec rozmawia sie z nim bez wysilku. Dostal on polecenie utluczenia Stefana i wyedukowania go nieco w temacie (brat Stefana ma swietnie relacje ze swymi dziecmi, wnukami, z dziecmi i wnukami Stefana oraz z jakimikolwiek dziecmi i wnukami na swiecie, poniewaz jest fajny, madry wrazliwy i ogolnie robi uzytek ze wszelkich umiejetnosci nieuzywanych przez Stefana, typu czytanie pomiedzy wierszami, poczucie humoru, empatia itd.).

Podobno Stefan cos zakumal i tesciowej dusznosci przeszly jak reka odjal.
00:20, wieczna-gosia
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 kwietnia 2009
Run forest, run
Starsza o 2 lata stawiam sie na Placu Zamkowym. Slonce swieci tak jak wtedy- ale to jedyne podobeństwo. Teraz to ja jestem zwarta i gotowa na przeciwnosci, staram sie pamietac zeby sikac i zeby nie za szybko na poczatku. Nadal nie zaczepiam innych biegaczy- byc moze i na to przyjdzie pora, ale podsluchuje ich cala godzine- planowane czasy, strategie ten caly folklor czy "dac ognia" za Sanguszki czy jednak nie. Dorywa mnie pani z Polsatu i udzielam wywiadu, jako BIEGACZ.

Przed 10.00 ustawiam sie kolo sympatycznej ryby biegnacej na 2:30, wiedzac jednak ze to nie moj czas. No ale blisko konca peletonu, a rybcia fajna :)

Ruszamy.

Pamietam o tym by ognia nie dawac, kolejne fale biegaczy omiataja mnie strzepami rozmow. W pewnym momencie slysze "five, four, three, two, one, now you can walk" i oto jest on- Jeff Galloway. Mily pan, po 60 pewnie, usmiechniety prowadzy stadko tlusciutkich oweczek. Minuta biegu, minuta marszu. Dolaczam sie zeby zlapac rytm, ale wiem, ze to nie moja liga- moje serce przy tempie 7min/ km tlucze sie nieprzytomnie. Zagaduje go wiec szybko zanim odpadne, chwilke gadamy, sciskam mu reke- facet, ktry odziera maratony z aury elitarnosci. Tak zwykly zjadaczu chleba- pocwicz troche run- walk- run a przebedziesz ten dystans w niezlej formie i przyzwoitym czasie.
Postanawiam trzymac sie minuty biegu i minuty marszu, ale spuszczam z tonu i serce po chwili odwdziecza sie 180 na liczniku. Tak umiemy biegac, prawda pompko? I chod i bieg.

nie wiadomo kiedy jestem a potem za chwile stadion Polonia i pika bramka 5 km.

Obok mnie biegnie para Amerykanow. Ona wyraznie debiutantka, on ja prowadzi, tez przeplataja marsz z biegiem, ale w innym tempie, wiec co chwila sie mijamy. Ona nieco przy kosci, on.... O BOZE JAKIE ON MUSI MIEC CIALO POD TYM DRESEM...... to tez jest inne niz 2 lata temu. Dwa lata temu po 10 km nie mialam sily przygadac sie meskim tylkom w dresach. Poza tym zadnego nie bylo kolo mnie. I bieg i chod.

jakos kolo ZOO orientuje sie ze juz nikt mnie nie wyprzedza- juz wyprzedzam JA- pewne zdziwienie, telefony do znajomych, umawiam sie na sesje zdjeciowa na trasie. I bieg i chod i bieg.

Gdzie jestem? zbiegam z mostu świetokrzyskiego- a wy? Po praskiej stronie? no to podbiegnijcie..... nie chcieli :)

i bieg


kolejne osoby zostaja za mna w tyle, Amerykanie znikaja gdzies we mgle. Szpital na Solcu, pozniej Orłowicza a na koncu Karowa- a dajcie mi spokoj z tymi dziecmi........ i bieg i chod i bieg.

Z tunelu dobiega bebnienie, nogi same wybijaja ten pierwotny rytm. Pulsometr piszczy ostrzegawczo, nie tak szybko siostro. Bije brawo, dolaczaja sie do mnie inni biegacze- dziekujemy dziewczyny i chlopaki za te wlew energii, w sama pore, bo z tunelu trzeba wybiec.....

Tak gdzie dwa lata temu byla meta- teraz wida mnie komitet powitalny, dzieciaki znajomych gonia ciocie i nie moga zrozumiec co ona robi :) a ciocia do zdjecia pozbierala nogi, pluca i watrobe i podstakuje i sie wyglupia. 17 kilometr i slynna Sanguszki. Wolontariuszom na punkcie odbija, polewaja sie z butelek, krzycze o wode. Ktos wciska mi do polowy rozlane poltora litra, pije czesc a reszte rozchlapuje na jakas przypadkowa jeszcze sucha wolontariuszke :) I bieg? nie, chod, i chod i chod.......

Czuje koniec sil- znaczy gikogen wywialo :) zbieram sie na chwila na dalsza sesje foto, ale jest coraz ciezej. Slychac komentarze z mety, ale trzeba jeszcze obiec plac teatralny i w krolewska. I bieg i chod i chod i kurrrrwa bieg.....

Nagle przed nosem wyjezdza mi biegaczka, ktora zniknela mi na pierwszych kilometrach trasy. Nie staram sie jej dogonic tylko mysle o sekunndach ale nagle jestem tuz obok, i nagle ja mijam. Widze ze ona tez mnie poznaje- zrywa sie d biegu i jakby trzymala ja z tylu guma- nie daje rady. Niby ona biegnie, ja biegne, potem ona biegnie ja ide a jednak dystans miedzy nami rosnie. I jeszcze jeden czlowiek i kolejny i nastepny. Ostatni marsz na Krolewskiej- niestety. Czlapie Krakowskim Przedmiesciem, ludzie z medalami, krzycza ze teraz trzeba szybko, za chwile slysze moj numer przez megafon i komentator organizuje mi doping. i bieg, i bieg i 200 i 205 i 208 i bieg i 212- to serce tak szybko moze bic?

slysze pikniecie czipa 2:58 czas netto, wpadam w ramiona znajomym, czekoladki, kwiaty, wience, mowy.

2:1 dla mnie drogo- a tamta wygrana byla nie fair- naslalas na mnie Policje.......
poniedziałek, 16 lutego 2009
Slowo na K.....
Od tygodnia przegladam na allegro sukienki Komunijne. Niestety Dziecko do Komunii musi pojsc w sukience a nie w albie. Jesli o mnie chodzi to moglaby pojsc w albie, tyle ze zadna mi sie nie podoba. Gdyby byla narzucona alba- to co innego- zamykam oczy i place. Naiwnie stwierdzilam ze znajde cos co bedzie pasowalo nam obu gdyz mamy podobny gust.

Wnioski wstepne:
1. gust mamy bardzo wypasiony gdyz wszystko co nam sie podoba osiaga ceny powyzej 250 zlotych. owszem komus moglaby sie wydawac ze 250 za sukienke do Komunii to malo- dla mnie to za duzo jak na ubior, ktory dziecko wlozy 2 razy conajmniej a ze 4 najwyzej, bo wyrosnie. A nie wiadomo czy mlodsza siostra bedzie sypac kwiatki.
2. Gustu nie mamy dosc wypasionego gdyz wszystko powyzej 500 zlotych wyglada koszmarnie i jest z USA, Francji lub Hiszpanii. Nie wiem czy tam do Komunii ida w koszmarach panny mlodej czy tez sprzedawcy tych sukienek wybieraja suknie sprzedawane w powyzszych krajach na ulicy Wiazow.
3. jest jeszcze jedna pacjentka z UK co wiekszosc rzeczy ma ladnych, za to powyzej 1000 zlotych a to suma, ktora zamierzam wydac na Komunie, przyjecie, stroj, prezenty, zdjecia i zaproszenia. I taksowke :)
4. Polaczenie słów Okazja oraz Uzywana z cena 250 gdy pelno jest nowych sukienek za 290, w naszym guscie oraz z mozliwoscia przerobek mogla byc wymyslona jedynie przez poczatkujacego allegrowicza, dlaczego wiec podobne polaczenie stosuje typu super sprzedawcow?

Na razie dziecko obejrzalo zawartosc allegro, skonsultowalo ze mna widelki cenowe i weszlo w posiadanie droga kupna kostumu Cyganki. Wiec plan awaryjny mamy :)
23:59, wieczna-gosia
Link Komentarze (5) »
środa, 11 lutego 2009
REGON(e) is gone
To nie żarty. Nigdy nie bylam specjalnie dobra w przechowywaniu papierkow wszelkiej masci, szczegolnie tych waznych. Spakowanie pita i rachunkow w jedna folijke wymaga ode mnie niesamowitej koncentracji, potem sie okazuje ze nie pamietam gdzie mam reszte pitow, wiec tego pita odkladam w miejsce oczywiste, po pol roku odkrywam teczke z pitami, za to nie ma pita w folijce .... itd.

W tzw. Dokumentach firmowych najbardziej stresujace jest to ze je mam, ze nie wolno ich zgubic oraz ze czasami nalezy je okazywac. Dlatego nie mam przepisanego telefonu na firme- gdyz nalezy okazac NIP, ktory ostatnio byl widziany 15 lat temu. Z NIPem sie poddalam i dostane potwierdzenie nadania numeru :) Za to do zalozenia konta bankowego nalezy miec REGON.

Regonu nie ma. Cala reszta dokumentow formowych spoczywa w segregatorze, sa tam przegrodki na miesiace, pelen profesjonalizm, sa tam rachunki, drugi ZUS, PIT, wpis do ewidencji, niezliczone instrukcje typu jak zalozyc dzialalnosc i to przezyc. Nie ma REGONU.

Na skutek poszukiwan regonu zrobilam porzadek w dwoch tonach pracowych kopii. Koie zostaly podzielone na poziomy zaawansowania, powkladane do koszulekj i poprzekladane przekladkami, posegregowane tematycznie. Jestem idealem sekretarki, ikana zarzadania zasobami papierowymi, jestem wzorem z Sevres organizacji biura domowego.

A REGONa/u ni mo. I na co czlowiek ma ochote? Oczywiscie na rozpieprzeniu 5 segregatorow w pyl i rozwloczeniu kserowek po okolicy.... coz po organizacji gdy jej wprowadzenie nie przynosi oczekiwanych rezultatow?

Oczywiscie sugestie gdzie moj REGON- mile widziane.


UPDATE:
VENI, VIDI, A TU REGON na biurku skubany byl caly czas sprytnie zamaskowany kilkoma klasowkami :)

ach i jaki mam porzadek w papierach i jakie 3 noce do tylu........
00:45, wieczna-gosia
Link Komentarze (7) »
czwartek, 29 stycznia 2009
Prawdziwa kobieta- z chwiejnościa uczuc i stanow. Szczupla, z oczami na pol twarzy, i rzesami, ktorych z pewnoscia nie trzeba wydłużac ani podkrecac. Spioch- w zwiazku z czym spotkanie z nia w dowolny poranek poza weekendem grozi smiercia lub kalectwem. Uparta- wie czego chce i potrafi to sobie wziac. Wpatruje sie wtedy w czlowieka jak kot- beznamietnie i wyczekujaco. Od takiego spojrzenia jeza sie wloski na karku.
Skrupulatna i obowiazkowa. Wiecznie cos sobie zapisuje lub liczy, podsumowuje i zestawia. Lubi wiedziec- nie lubi czytac, ale powolutku jej to przechodzi. Balaganiara- nieprzypilnowana spi w lozku wraz z trzema plecakami, kurtka, czapka, wszystkimi ksiazkami szkolnymi, ktore oczywiscie nie spedzaja czasu w plecaku, komorka, empetrojka, mlotkiem, 14 pluszakami, moim magnetofonem (???) i dwiema kanapkami w roznym stadium rozkladu. Czlowiek radar- odbierajacy pelne sepktrum fal,  informacje tajne wchlania poprzez osmoze. Jesli chcesz podzielic sie sekretem- rozejrzyj sie dokladnie zanim to zrobisz. Kiedy juz to zrobisz- rozejrzyj sie ponowie i zobaczysz ja za plecami. Mistrzyni gaf slownych. Pania w przedszkolu potrafi poinformowac ze mama nie zaplacila za przedszkole bo jej sie nie chcialo (mama wczesniej przekonywala pania ze ojej zapomniala pieniedzy), wsypie kazda dwoje i uwage. Lasuch. Jak mrowka potrafi zjesc tyle slodyczy ile sama wazy. W tym samym zaladku miesci sie co najwyzej pol kotleta i to bez ziemniakow i surowki. Smakosz- jesli chcesz trafic w jej gust- zabierz ja do restauracji i wybierz danie powyzej 80 zlotych. Jesli cos jej nie smakuje- wydaje z siebie dzwiek, ktory wprawia zoladki w ruch zwrotny- znane sa przypadki, gdy zakonczylo sie to kulminacja. Zdarza jej sie krzyczec- wtedy na scianach luszczy sie farba i kto zyw pedzi sprawdzic co sie dzieje- a to siostra nie chce sie bawic :)


Oczywiscie ma wady- np. kocha Dode :)


Moja corka. Urodzila sie o 22.22 9 lat temu.
17:15, wieczna-gosia
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23